Wypadek na Grochowskiej: czy nadmierna prędkość też czyni sprawcę?

Sprawa tragicznego wypadku na ul. Grochowskiej w Warszawie skłania do refleksji na temat zasad odpowiedzialności za zdarzenia drogowe. Internetowi eksperci wydali już wyrok – sprawcą wypadku jest łamiący zasady pierwszeństwa, skręcający w lewo kierowca. Z pozoru jest to oczywiste, ale czy rzeczywiście kierowca pojazdu poruszającego się drogą główną zawsze występuje w roli poszkodowanego?
Spis treści
- Zarzuty dla obydwu kierowców, a poszkodowanymi tylko piesi
- Czy przekraczanie prędkości wciąż jest akceptowane społecznie?
- Naruszyłeś przepis i doszło do wypadku – możesz zostać skazany
- Jak badane są przyczyny wypadków?
- Kluczowy związek między prędkością a zderzeniem
- Jeśli drastycznie przekraczasz normy społeczne, sąd nie da ci taryfy ulgowej
- O wyniku sprawy często decydują biegli
- Przykłady wyroków skazujących
- Zakaz zwężania dróg to zły pomysł
Zarzuty dla obydwu kierowców, a poszkodowanymi tylko piesi
Na wstępie trzeba zaznaczyć, że bez cienia wątpliwości głównymi poszkodowanymi w omawianym wypadku są piesi. Oni w procesie karnym i odszkodowawczym wystąpią wyłącznie w tej roli. Przypomnijmy, że na skutek zdarzenia śmierć poniósł 6-letni chłopiec, który wraz z matką oczekiwał przed przejściem dla pieszych na zielone światło.
Dobór ról, w których wystąpią pozostali uczestnicy wypadku – kierujący pojazdami – nie jest jednak już tak oczywisty. Wskazują na to pierwsze decyzje prokuratury, która postawiła zarzuty obydwu kierującym. Jeden z nich wykonywał manewr skrętu w lewo na skrzyżowaniu kolizyjnym (brak oddzielnej sygnalizacji świetlnej dla „lewoskrętu”) i nie ustąpił pierwszeństwa kierującemu jadącemu drogą główną na wprost. Drugiemu zaś zarzucono, że poruszając się ulicą Grochowską z nadmierną prędkością, również był uczestnikiem, którego zachowanie spowodowało zdarzenie drogowe.
Od razu trzeba zaznaczyć, że takie podejście prokuratury ma solidne oparcie w teorii i orzecznictwie dotyczącym wypadków drogowych. Nie jest to więc absolutnie zagranie na pokaz. Rozstrzygnięcie nie może dziwić, chociaż dla wielu komentujący wydaje się nielogiczne. Ich zdanie wydaje się wynikać z przekonania, że każdy wypadek musi mieć jednego winnego. Uważają, że prokurator powinien wybrać jedną stronę i to ją postawić w stan oskarżenia. Tak, jakby konieczne było, aby ktoś spór o winę wygrał, a ktoś inny przegrał. Problem w tym, że w wypadkach drogowych nie ma wygranych.
Czy przekraczanie prędkości wciąż jest akceptowane społecznie?
Ponadto, wciąż niestety istnieje społeczne przyzwolenie na przekraczanie prędkości. Jest to tak silnie zakorzenione w naszej kulturze, że na takim stanowisku stoją nawet sądy. W jednym w wyroków wydanych w podobnej sprawie czytamy, że Sąd stanął na stanowisku, że zachowanie się oskarżonego, polegające na przekroczeniu dozwolonej prędkości o ok. 30 km/h, mieściło się w granicach zarysowanych przez społeczną akceptację dla celów, jakim służyć ma komunikacja drogowa (Wyrok Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Śródmieścia z 25.01.2013 r., V K 888/11).
Wydaje się jednak, że dzisiaj – przeszło 10 lat po wydaniu powyższego orzeczenia – taka teza by już nie padła. Powoli, ale jednak następuje korekta podejścia, na co wskazuje polityczna i w dużej mierze też społeczna akceptacja podwyżek mandatów czy stawiania fotoradarów.
Wciąż natomiast wielu kierowców uważa jazdę ponad limit prędkości za coś normalnego. Oczekują przy tym, że inni do takiego podejścia będą się dostosowywać. Nie biorą przy tym pod uwagę, że wyższa prędkość to gorszy czas reakcji i większe trudności w ocenie sytuacji drogowej. Niektórzy nie akceptują więc tezy o możliwości skazania za wypadek tylko z powodu przekroczenia prędkości, a jako jedynego winnego wskazują tego, kto nie ustępuje pierwszeństwa.
Naruszyłeś przepis i doszło do wypadku – możesz zostać skazany
Tymczasem, z takim podejściem od wielu lat nie zgadzają się sądy wszystkich szczebli, na czele z Sądem Najwyższym. Ten wielokrotnie wskazywał bowiem, że Współodpowiedzialnymi za występek określony w art. 177 § 1 lub 2 KK (to jest za spowodowanie wypadku drogowego) mogą być dwaj współuczestnicy ruchu, a czasem nawet większa ich liczba. Warunkiem takiej oceny prawnej jest stwierdzenie, w odniesieniu do każdego z tych uczestników z osobna, że w zarzucalny sposób naruszył on, chociażby nieumyślnie, zasady bezpieczeństwa w ruchu, a także, że pomiędzy jego zachowaniem a zaistniałym wypadkiem istnieje powiązanie przyczynowe oraz tego, że istnieje normatywna podstawa do przyjęcia, iż zachowanie uczestnika ruchu powiązane przyczynowo z wypadkiem zasługuje z kryminalno-politycznego punktu widzenia na ukaranie (ostatnio w wyroku z 11.06.2025r., V KK 491/24).
Z powyższego wynika, że za spowodowanie wypadku może być skazany każdy uczestnik ruchu, który naruszając dowolny przepis prawny dotyczący bezpieczeństwa na drodze, w jakiś sposób przyczynił się do powstania zdarzenia. Nie ustąpiłeś pierwszeństwa przejazdu, przez co doszło do zderzenia z innym pojazdem? Odpowiadasz. Jechałeś zbyt szybko, przez co miałeś utrudnioną reakcję obronną i nie mogłeś przez to uniknąć zderzenia? Również możesz zostać skazany.
Jak badane są przyczyny wypadków?
Mówiąc w pewnym uproszczeniu, sądy analizują przyczyny wypadku w trzech aspektach:
- na płaszczyźnie ontologicznej – badając, czy warunkiem koniecznym powstania skutku w postaci wypadku było znalezienie się danego uczestnika ruchu w danym miejscu o danym czasie
- na płaszczyźnie normatywnej ex ante (z punktu widzenia kierowcy w chwili zdarzenia) – badając, czy przekraczając prędkość kierowca mógł przewidzieć, że może utrudnić mu to reakcję, co w rezultacie mogło przyczynić się do powstania zdarzenia
- na płaszczyźnie normatywnej ex post (z punktu widzenia obiektywnej osoby oceniającej przyczyny zdarzenia po fakcie, mając komplet informacji o jego przebiegu) – badając, czy przestrzeganie reguł ostrożności, w tym jazda z dozwoloną prędkością, zapobiegłoby wypadkowi i jego tragicznym skutkom
W żadnym razie nie można poprzestać na ocenie zdarzenia tylko na jednej płaszczyźnie. Badając sprawę jedynie ontologicznie mogłoby dojść do przekonania, że kierowca jest winny wypadkowi tylko dlatego, że akurat poruszał się daną drogą w określonym miejscu i czasie. Uwolniłby się od odpowiedzialności jedynie wtedy, gdyby wybrał inną drogę albo wykazał, że nie mógł tego zrobić.
Poprzestanie na ocenie normatywnej ex ante również nie wystarcza. Brak jest możliwości skazania kierowcy w procesie karnym tylko na podstawie hipotetycznego uznania, że powinien był on przewidzieć możliwy skutek przekroczenia prędkości.

Kluczowy związek między prędkością a zderzeniem
Tak naprawdę badanie sprawy na dwóch pierwszych płaszczyznach ma na celu jedynie wyeliminowanie tych przypadków, w których w sposób ewidentny kierujący pojazdem w żaden sposób swoim zachowaniem nie przyczynił się do zdarzenia – nie naruszał żadnych reguł ostrożności czy nawet nie był na miejscu zdarzenia. Dlatego, kluczowa w procesie karnym jest ocena normatywna ex post. Tylko ona dać może bowiem jednoznaczną odpowiedź na pytanie, czy określone zachowanie danego kierowcy rzeczywiście stanowiło przyczynę konkretnego wypadku i jego skutków.
Przebieg takiej analizy omówił dokładnie chociażby Sąd Rejonowy dla Wrocławia-Śródmieścia we Wrocławiu w uzasadnieniu przywołanego już wyroku z 25.01.2013r. (V K 888/11). Postawił on sobie pytanie, czy w sytuacji, gdyby oskarżony jechał z prędkością dopuszczalną (zachowałby się zgodnie z obowiązującymi regułami ostrożności), to do skutku określonego w art. 177 § 2 kodeksu karnego i tak by doszło. Warto dodać, że w tej sprawie domniemany sprawca przekroczył dozwoloną prędkość o 30km/h (przypuszcza się, że kierowca z ul. Grochowskiej przekroczył prędkość o około 25km/h).
Jeśli drastycznie przekraczasz normy społeczne, sąd nie da ci taryfy ulgowej
Przed odpowiedzią na to pytanie, Sąd zastanawiał się, czy oskarżony swoim zachowaniem zwiększył ryzyko wystąpienia negatywnego skutku ponad społecznie akceptowaną miarę. Niektóre naruszenia prawa są bowiem tak drastyczne i tak dalekie od społecznej aprobaty, że ścisłe badanie związku przyczynowego między zachowaniem kierowcy a skutkiem byłoby niesprawiedliwe. Przykładowo, jeśli kierujący poruszałby się z prędkością 150km/h na ograniczeniu do 50km/h, prawo przestałoby wymagać od oskarżyciela skrupulatnego, specjalistycznego wykazania wpływu prędkości na wystąpienia zdarzenia. Często bowiem takie dowodzenie jest trudne, a oskarżony nie powinien uniknąć odpowiedzialności za drastycznie naganne zachowanie tylko z uwagi chociażby na słabość opinii biegłego.
O wyniku sprawy często decydują biegli
Jak już wyżej wskazano, w tym przypadku przekroczenie prędkości o 30km/h nie zostało uznane za społecznie nieakceptowalne. Dlatego też Sąd musiał dokładnie zbadać wpływ zachowania oskarżonego na powstanie zdarzenia. I tutaj pojawia się temat, który od lat budzi ogromne wątpliwości. Oczywistym jest bowiem, że sędzia nie posiada wiedzy pozwalającej mu na dokonanie analizy fizycznej i matematycznej wypadku drogowego. Dlatego też w praktyce na pytanie o związek między przekroczeniem prędkości a wypadkiem odpowiada biegły, decydując niejako o wyniku procesu.
We wrocławskiej sprawie ostatecznie doszło do uniewinnienia domniemanego sprawcy. Sąd zwrócił bowiem uwagę, że biegli nie potrafili w sposób jednoznaczny ocenić, czy jazda z dozwoloną prędkością pozwalałaby na uniknięcie zdarzenia. A w takiej sytuacji konieczne było zastosowanie zasady in dubio pro reo, przewidującej obowiązek rozstrzygania nieusuwalnych wątpliwości na korzyść oskarżonego.
Przykłady wyroków skazujących
Istnieją jednak sprawy, w których ocena biegłych jest odmienna. Jako przykład można wskazać dwa wyroki:
- Sąd Rejonowy w Puławach skazał 31.10.2023r. oskarżonego o to, że w dniu 20 maja 2022 r. w miejscowości W., woj. (…), umyślnie naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym w ten sposób, że kierując samochodem osobowym marki V. (…) o nr rej. (…), nie dostosował taktyki jazdy do warunków drogowych, poruszając się ok. godz. 10:20 po drodze wojewódzkiej (…) w kierunku Ż. z prędkością co najmniej 146,5 km/h, w obszarze, gdzie odbywał się intensywny ruch innych uczestników ruchu drogowego, w tym również z uwagi na znajdujące się na drodze skrzyżowanie dróg, co skutkowało nieumyślnym spowodowaniem wypadku polegającego na tym, że zjechał on na lewy pas celem uniknięcia zderzenia z włączającym się z prawej strony do ruchu pojazdem marki F. (…) o nr rej. (…), kierowanym przez T. S. (1), wyjeżdżającym ze stacji paliw (…) we W., przez co doszło do zderzenia się samochodu V. (…), poruszającego się z prędkością co najmniej 112 km/h, z prawidłowo poruszającym się naprzeciwko w kierunku P. samochodem osobowym marki C. (…) nr rej. (…) kierowanym przez H. B. (II K 1018/22)
- Sąd Okręgowy skazał 26.09.2018r. oskarżonego o to, że w dniu 29 stycznia 2017 r. w C. kierując samochodem osobowym marki B. nr rej. (…), jadąc ulicą A. od strony ulicy P. w kierunku ulicy X. umyślnie naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu drogowym w ten sposób, że jadąc z prędkością co najmniej 68 km/h i przekraczając prędkość administracyjnie dozwoloną, nie zachowując należytej ostrożności przy zbliżaniu się do skrzyżowania ulic A. i H., w wyniku nieustąpienia pierwszeństwa przejazdu przez samochód marki T. nr rej. (…) kierowanego przez E. L. wyjeżdżający z ulicy podporządkowanej, tj. ulicy H., podjął manewr hamowania i zjazdu na lewą stronę jezdni, w wyniku czego stracił panowanie nad swoim samochodem i zjechał na znajdujący się po lewej stronie drogi pas zieleni oddzielający jezdnie, gdzie uderzył w znajdujących się w dozwolonym miejscu pieszych, w wyniku czego śmierć na miejscu poniósł pieszy W. M. a jego ośmioletnia córka Z. M. doznała obrażeń ciała w postaci stłuczenia głowy, stłuczenia mózgu oraz złamania kości udowej, tj. obrażeń ciała powodujących naruszenie czynności organizmu na okres powyżej 7 dni (kasację w sprawie tego wyroku oddalił Sąd Najwyższy postanowieniem z 25.04.2019r., II KK 67/19).
Szczególną uwagę warto zwrócić na drugi z zacytowanych wyroków, który dotyczy sprawy bliźniaczo podobnej do zdarzenia z ul. Grochowskiej. Również w tym przypadku doszło do wymuszenia pierwszeństwa, podobnego w skali przekroczenia prędkości i uderzenia w pieszych stojących na chodniku. W świetle tego nie da się wykluczyć, że za spowodowanie wypadku w Warszawie karę poniosą kierowcy obydwu pojazdów.
Zakaz zwężania dróg to zły pomysł
Na koniec, niejako odbiegając od głównego wątku, warto odnieść się przegłosowanego tuż przed tragicznym zdarzeniem przez radnych dzielnicy Praga-Południe postulatu „zakazu zwężania” głównych ulic, w tym ul. Grochowskiej. Jak pokazuje rzeczywistość, wszystkim powinno zależeć na tym, aby do wypadków w ogóle nie dochodziło. Oczywiście nie wszystkich da się uniknąć, ale istnieją narzędzia pozwalające redukować ich liczbę oraz ciężkość.
Lista pomysłów jest długa. Podwyżki mandatów działają, ale często na krótką metę. Fotoradary są jedynie częściowo skuteczne, gdyż wciąż rejestrują około 1,5 miliona przekroczeń prędkości rocznie. Edukacja kierowców jest możliwa, ale wymaga czasu i działań na wielu płaszczyznach. Tworzenie bezpiecznej infrastruktury jest zaś z jednej strony drogie, ale z drugiej korzystne efekty można uzyskać w krótkim czasie. Liczne badania wskazują na to, że węższe drogi to niższe prędkości, łatwiejsza obserwacja otoczenia, a w rezultacie mniej tragiczne skutki ewentualnych wypadków.
Oczywiście należy wyważyć wartości – z jednej strony na szali postawić bezpieczeństwo, a z drugiej płynność i szybkość ruchu, jako główne cele komunikacji drogowej. Nie zawsze optymalnym rozwiązaniem będzie zwężenie pasów ruchu czy zmniejszenie ich liczby. Natomiast w wielu przypadkach może to pomóc w poprawie statystyk wypadków, nie zaburzając w sposób nieproporcjonalny przepustowości dróg. Dlatego też generalny i z góry nadany zakaz zwężania trzeba ocenić krytycznie – jako nadmienię faworyzujący tylko jedną ze sprzecznych wartości.
Obserwuj nas i bądź na bieżąco!
Zapraszamy do śledzenia naszych profili społecznościowych:
Podobne artykuły










